|
Blog > Komentarze do wpisu
Pablopavo & Ludziki - Telehon
Debiutancki album Pablopavo określany jest przez niektórych jako wydarzenie muzyczne 2009 roku. Czy to opinie przesadzone? Trudno powiedzieć, ale mogę przyznać z czystym sumieniem, że jest to krążek bardzo dobry. Wokalista, znany przede wszystkim ze znakomitego składu Vavamuffin swoją solówką udowadnia, że odnajduje się nie tylko w stylistyce reggae. Na „Telehonie” sprawnie żongluje gatunkami, dając słuchaczom prawdziwy muzyczny rarytas. Nie jest jednak prawdą, że Paweł Sołtys całkowicie zrezygnował z rytmów reggae. Świadczy o tym dynamiczny, pełen pozytywnej energii numer „Aleale”. Generalnie, stężenie ragga-rapu na albumie wprawdzie występuje, ale i tak zawartość krążka odbiega od zwyczajowej konwencji wokalisty. „Telehon” bowiem to dzieło o wiele bardziej zróżnicowane muzycznie. Co mam na myśli, mówiąc o tej różnorodności? Utwory typu „XXL Yeti Funk” lub „Się mi to nie” to idealny przykład na wykorzystanie funku. Dużym zaskoczeniem jest też podążenie Pablopavo w stronę klimatów kojarzących się z twórczością Maćka Maleńczuka, Pidżamy Porno i Strachów Na Lachy („Dym Dym”, „Jurek Mech”). Płytę kończy znakomity żywiołowy track pt. „Na nowo”, z niesamowitym potencjałem koncertowym, przy którym kończyny same rwą się do ruchu. Instrumenty użyte na płycie to m.in. skrzypce, gitary, trąbki, akordeon, a także urządzenia elektroniczne. Pablopabo pokazał się też jako znakomity tekściarz. W materiale nie brakło świetnych, pomysłowych storytellingów. I tak, słuchamy ballady „Jurek Mech”, nieszczęśliwie zakończonej historii miłosnej ekspedientki z pasmanterii („Z fartem dziewczyna”) czy monologu nastolatka planującego zbrodnię na ukochanej („C.S.I Stegny”). Na marginesie – w tego typu kawałkach Pablopavo kojarzy mi się z Fiszem, ale jest to tylko nieznaczne podobieństwo. Na płycie znalazło się też miejsce dla bardziej refleksyjnych i nostalgicznych piosenek typu „Do stu”, gdzie wokalista zwierza się - „Jestem ostatnim, który chciałby nie trzymać twojej dłoni”. Czasem wokalista serwuje dawkę ironicznych wersów („Telehon”, „Piosenka ze śmieci”). Warszawiak niewątpliwie posiada zmysł obserwacji, a także talent literacki (można wyłapać takie smaczki jak „ślinoplujki parlamenckie” czy „grafomanologopiczki”). Fakt jest taki, że warszawiaka lubiłam zawsze, a co za tym idzie, również reprezentowany przez niego styl. Na albumie też wykorzystuje wszystkie swoje atuty - mowa na przykład o wyśmienitej dykcji. Podziwiać można też umiejętność nawijania długich i skomplikowanych partii wokalnych – co jest swego rodzaju wizytówką Pablopavo. Cały materiał jest pełen pozytywnej energii i marzę, żeby kiedyś znaleźć się na koncercie wokalisty i poczuć ją na żywo. Debiutancki materiał Pablopavo to krążek ciekawy, kreatywny, zaskakujący i – przede wszystkim – bardzo dobry. Kiedy więc wokalista w „Intro” nawija „Pablo zaszczyt tu ma, zaprosić Cię na płytę, gdzie cała ferajna, pozostawiła pot, uśmiech i łzy, ażebyś odrobinę dźwięku miał albo miała Ty” radzę iść za jego wskazówką. Warto! sobota, 05 grudnia 2009, losandziosxd
|
Hm... może posłucham tej płyty, w każdym razie myślę, że mogłabyś pod koniec wystawiać jakieś oceny :P. Tak czy siak z tego, co widzę, to teksty jednak są o sztampowej tematyce, a może się mylę? :P Zobaczymy, mam nadzieję, że mnie ten album nie rozczaruje.